Kategoria: polski

  •  Po co nam te zasady?

    Długo myślałam, że nie lubię grać w gry planszowe. Unikam spotkań towarzyskich, gdzie ekipa regularnie zbiera się by pograć.

    Nie lubię uczenia się zasad nowych gier, co jest dziwne bo generalnie uwielbiam dowiadywać się nowych rzeczy. Długo myślałam, że problem jest ze mną, że nie umiem w strategię i taktykę. Jako absolwentce filologii, taka wymówka przychodziła mi z łatwością.

    Dopiero niedawno zauważyłam, że to nie jest tak, że ja się nie nadaję do planszówek. Częściej bywa tak, że zapaleni gracze nie nadają się do wdrażania mnie w planszówki.

    Jak to? Przecież ci ludzie znają grę na wylot, zasady tłumaczy osoba która najczęściej wygrywa w daną grę. Niestety tłumaczenie zasad często wygląda tak:

    „Tu jest plansza, gramy takimi kartami. Tutaj masz karty postaci a tutaj karty mocy. Jak widzisz krasnala to pamiętaj żeby rzucić złotem. Zboże kupujesz za srebrne monety a tylko czarownica może ci pomóc zabić króla. To co? Robimy pierwszą rundę?”

    Siedzę, próbuję ogarnąć zasady nie rozumiejąc nic. W końcu nie wytrzymuję i głośno zadaję najgłupsze na świecie pytanie: Ale o co w tej grze chodzi?

    Wszyscy patrzą na mnie z niedowierzaniem i zgrozą, przecież dopiero co mi tłumaczyli: jak to o co? Przecież chodzi o to, żeby wygrać. 

    Zapada taka niezręczna cisza. I dopiero wtedy rzucam doprecyzowujące pytanie: OK, ale skąd będę wiedzieć, że wygrałam?

    Czego zabrakło? Nikt nie przedstawił mi celu gry. Dla tych, którzy grają w tę grę od dawna cel jest przecież oczywisty. Nagle okazuje się, że wszystkie zasady mają sens. Cel jest jasny dla wszystkich, można więc zaczynać.

    Cel, za SJP.pl:

    cel

    1. «to, do czego się dąży»
    2. «to, czemu coś ma służyć»
    3. «miejsce, do którego się zmierza»
    4. «przedmiot lub osoba, których dotyczą zamierzone działania»
    5. «obiekt, do którego się strzela»
    6. daw. «muszka broni palnej»

    Często tak właśnie czuję się w pracy. 

    Szefowie podrzucają mi sztabki złota, koledzy opowiadają o czarownicy a ja ciągle nie wiem, skąd będę wiedziała, że wygrywamy.

    I mam teraz dwa wyjścia – mogę karnie odtwarzać czynności, które wykonują moi koledzy, i nawet jeśli nie zostanę pracownicą roku, to przynajmniej nikt się do mnie nie przyczepi.

    Mogę też zrobić przerwę, wziąć oddech i zapytać: a po co mi to? Co ja tym osiągnę? Albo nawet lepiej: Co w tej grze znaczy wygrać?

    Tak naprawdę idealnie by było, gdybyśmy w pracy wygrywali na trzech poziomach: jako jednostka, jako zespół, i jako całe przedsiębiorstwo.

    Ale zanim to się może stać, musimy wiedzieć, co znaczy wygrana na wszystkich tych poziomach. Czyli, innymi słowami: 

    Jaki cel chcemy osiągnąć? I po co właśnie ten?

    – Jaki cel mam ja w tej pracy?

    – Jaki cel chce osiągnąć mój zespół?

    – Jaki jest cel przedsiębiorstwa?

    To nie są proste pytania, i często nie ma na nie jednej prostej odpowiedzi. Tych odpowiedzi, niestety, nie udzielamy też raz na zawsze co dodatkowo komplikuje sprawę.

    Często nie potrafimy odpowiedzieć na wszystkie trzy pytania, z różnych powodów. Niektóre cele mogą nas nie interesować. Ktoś może nie chcieć się z nami danym celem podzielić. 

    Możemy się z odpowiedzią nie zgadzać, albo może ona stać w opozycji do tego, co sami chcielibyśmy osiągnąć. Wtedy wybieramy ignorowanie.

    Uważam, że dlatego właśnie mamy tendencję do skupiania się na akcji bardziej niż na celu.

    Cel a działania

    Do tego, mierzenie działań samych w sobie jest prostsze, niż mierzenie naszej drogi do celu. Łatwiej jest rozliczać się z zadań, mierzyć KPI, wyrabiać nadgodziny. Dużo trudniej stwierdzić, na ile tydzień pracy zbliżył nas do wygranej.

    Jako jednostki raczej wiemy, czy dzień pracy był dobry, czy nie do końca. Zdarzyło ci się kiedyś wyjść z pracy po 8 godzinach, potwornie zmęczonej, tylko po to, żeby zapytać siebie: co ja tak właściwie robiłam?

    To sygnał tego, że twoje działania mogły nie mieć za wiele wspólnego z twoim celem.

    Z drugiej strony, czasami robisz w pracy jedną rzecz, i pękasz z dumy, bo udało ci się tyle osiągnąć. Wiesz już na pewno, do czego zmierzam.

    Jeśli zadania, które wykonujesz, nie dążą do zaspokojenia przynajmniej jednego z twoich/zespołu/firmy celów, albo wręcz stoją z nimi w sprzeczności, żaden proces, żaden regulamin, żadna instrukcja gry, nie będzie miała racji bytu.

    Tak samo, kiedy te cele nie są jasne.

    Nie ma wtedy sensu pisać podręczników, zasad działania, bo one nam w niczym nie pomogą. Wręcz przeciwnie, jeszcze odwrócą naszą uwagę od tego co najważniejsze, i sprawią, że będziemy się skupiać na odbębnianiu działań, pilnowaniu reguł i liczeniu wskaźników efektywności.

    Tylko, kiedy odpowiesz sobie na (jedno naprawdę ważne) pytanie „*po co ja to robię*” będziesz w stanie świadomie planować, ustalać strategię i wygrywać. 

    [Dobre ćwiczenie na dojście do sedna sprawy? 5x czemu (link)]

    A jaki jest ostateczny przepis na sukces? 

    Kiedy twoje osobiste cele, cele zespołu i cele przedsiębiorstwa uzupełniają się w dążeniu do wygranej.

    Jeśli jesteś osobą, która właśnie rozwija zespół i zmaga się ze spadkiem produktywności, niechęcią wśród ludzi, bojkotowaniem zasad, bardzo polecam ci powrót do pytania „po co to robimy”.

    Nie bój się dzielenia tymi celami ze swoim zespołem, wręcz przeciwnie, celebruj je, przypominaj o nich. Obserwuj działania zespołu i wspieraj te, które zbliżają was do osiągania kroków milowych.

    Nie znaczy to niestety, że możesz zapomnieć o reszcie zadań i skupić się na jednym. W myśl zasady, że 20% wysiłków daje 80% sukcesu, dzień pracy to nie jest nieustające flow i Same Ważne Zadania. To też dużo żmudnego klepania, które trzeba zrobić. Chcę tylko, żebyś sprawdzała, sama ze sobą i ze swoim zespołem, jaki jest stosunek Ważnych Zadań do smutnej klepaniny. 

    I jeśli coś jest z tym stosunkiem nie tak, wróciła do rozmowy o celach.

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w budowaniu procesów?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

  • Jak dogadać się z trudnym szefem? Sprawdzone strategie pracy z przełożonym

    Jak dogadać się z trudnym szefem? Sprawdzone strategie pracy z przełożonym

    Czy da się pokierować swoim kierownikiem?


    Brzmi jak marzenie, prawda? Ale to wcale nie jest niemożliwe — pod warunkiem, że zrozumiesz jedną rzecz.

    Obejrzyj na Youtube

    Oczekiwanie, że Twój szef nagle się zmieni, jest praktycznie skazane na porażkę.

    Dlaczego?

    Bo jeśli ktoś dostał już awans, to znaczy, że jego sposób działania został uznany za skuteczny. Dostał od firmy jasny sygnał: „robisz dobrze, tak trzymaj!” — więc nie ma powodu, żeby coś zmieniać.

    I tu wchodzi cała sztuka:
    Jak pracować z przełożonym, który — choć ma dobre intencje — ewidentnie mógłby przemyśleć swoje podejście, ale nie czuje takiej potrzeby?

    Zakładam, że mówimy o osobie, która nie jest toksyczna czy destrukcyjna, ale po prostu nie ułatwia współpracy. I właśnie w takich sytuacjach możesz (i warto!) zastosować konkretne strategie.

    Trzy typy trudnych szefów i jak sobie z nimi poradzić:

    1. Szef – Pomysł

    To osoba, która co chwilę wpada na nowe pomysły. Zanim zdążysz dokończyć jedno zadanie, na horyzoncie pojawia się kolejne pięć. Masz wrażenie, że ciągle pracujesz nad czymś innym, a finalnie słyszysz, że „brakuje efektów”.

    Jak sobie pomóc?

    ✔️ Poproś o podzielenie się wizją — długoterminowym celem, do którego zmierzacie.
    ✔️ Przy każdej nowej „wrzutce” weryfikuj, czy pomysł wpisuje się w wizję i czy jest priorytetem.
    ✔️ Regularnie przypominaj o celu zadań — często szef-pomysłodawca gubi się w ilości tematów i zapomina, po co coś zlecał.

    2. Szef – Tabelka

    Dla niego liczą się liczby, raporty, checklisty i precyzyjne planowanie. Na zewnątrz wygląda to na mikrozarządzanie, ale w praktyce to po prostu potrzeba kontroli i konkretów.

    Jak sobie pomóc?

    ✔️ Rozmawiaj o efektach, nie o działaniach. Skup się na kamieniach milowych, nie na „co robię w tej chwili”.
    ✔️ Upewniaj się, że rozumiesz cele, terminy i oczekiwania — mów to głośno, dając szefowi szansę na potwierdzenie.
    ✔️ Używaj danych i konkretów w rozmowach — liczby to język, który szef-tabelka rozumie i szanuje.

    3. Szef – Zagubiony w akcji

    Planowanie to luźny szkic, spotkania są odwoływane lub przekładane, a „nieprzewidziane sytuacje” to standard. Czasem wszystko jest na wczoraj, czasem… nigdy. Trudno nadążyć.

    Jak sobie pomóc?

    ✔️ Trzymaj się swoich ustaleń, nawet jeśli szef ich nie dotrzymuje. Ustal bazę: godziny pracy, przerwy, terminy — i pilnuj ich.
    ✔️ Nie dostosowuj swoich deadline’ów do humorów i zmiennych planów szefa. Jeśli możesz, dostarczaj to, co obiecałaś, wtedy, kiedy planowałaś.
    ✔️ Wprowadź system: nazwy plików, jasne tematy maili, uporządkowane foldery. W chaosie taka stabilność jest bezcenna, a Twój szef w końcu to doceni.

    Na koniec: zaufanie robi robotę

    Każdy z tych systemów buduje zaufanie. Może nie zawsze uda się wypracować idealną relację, bo czasem różnice charakterów są po prostu nie do przeskoczenia.

    Ale jeśli konsekwentnie pokazujesz, że dowozisz wyniki i wiesz, co robisz, masz realną szansę „pokierować” swoim kierownikiem — nawet jeśli to on jest formalnym liderem.

    A to już pierwszy krok do tego, żeby praca była choć odrobinę łatwiejsza i przyjemniejsza.

    Jeśli wolisz posłuchać o tych strategiach, nagrałam też odcinek na YouTube — znajdziesz go

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia we współpracy z przełożonym?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

  • Mapa procesu – co to takiego?

    Mapa procesu – co to takiego?

    Postaw pierwsze kroki w mapowaniu procesów

    Chodź na konsultacje!

    Zazwyczaj to, jak wykonujemy swoją codzienną pracę, mamy w głowie. Nie zastanawiamy się szczególnie nad tym, do kogo wysłać maila czy jak stworzyć ofertę handlową, jeśli robimy to regularnie i często.

    Problemy pojawiają się jednak wtedy, gdy musimy pokazać koleżance, jak zastąpić nas na urlopie, albo wdrożyć nowego pracownika. To trochę jak z jazdą samochodem.

    Kiedy wsiadamy do auta, nogi same wciskają odpowiednie pedały. We własnym samochodzie nie musimy nawet myśleć o tym, jak mocno dociskać sprzęgło. Ale gdy próbujemy wytłumaczyć znajomemu, który nigdy nie prowadził, że lewa noga obsługuje sprzęgło, chyba że akurat hamulec, a prawa gaz… czy na pewno? Zaraz, gaz faktycznie jest po prawej stronie? Wiesz co, chodź wsiądziemy do auta, to ci pokażę.

    I właśnie po to tworzymy mapy procesów – czyli wizualne przedstawienie tego, jak wykonujemy zadania. Dzięki nim możemy łatwo przekazać wiedzę innym, przypomnieć sobie szczegóły działania, albo spojrzeć na proces z dystansem i przeanalizować go pod kątem usprawnień.

    Jak wygląda mapa procesu?

    To ścieżka naszych działań, podzielona na zadania, decyzje i rutyny, która na pierwszy rzut oka wygląda tak:

    Jakie są części mapy?

    Skupmy się na kluczowych elementach, które pomogą Ci zmapować najprostsze działania:

    • START/STOP – każdy proces ma moment wejścia (start) i wyjścia (stop). Choć wejście jest zazwyczaj jedno, wyjść może być kilka.
    • DECYZJA – punkt, w którym musimy podjąć decyzję. Strzałki wychodzące z decyzji często mają etykiety: „tak/nie” albo „prawda/fałsz”.
    • PROCES – najczęściej używany symbol. Pokazuje działanie, które należy wykonać, aby przejść do kolejnego etapu procesu.
    • STRZAŁKA – wyznacza kierunek działań (z góry na dół albo z lewej do prawej).

    Oczywiście tych symboli jest więcej, ale o nich opowiem w kolejnym wpisie. Tymczasem zachęcam Cię do opisania sekwencji działań w jakimś swoim codziennym procesie, a potem do narysowania go, używając powyższych symboli.

    Chcesz usprawnić procesy w swojej firmie?

    Jeśli mapowanie procesów brzmi ciekawie, ale wolisz, żeby ktoś zrobił to za Ciebie, zapraszam na spotkanie! Możemy wspólnie stworzyć dokładne mapy procesów i znaleźć miejsca do usprawnień.

    Co zyskasz?

    • Szybsze wdrażanie nowych pracowników.
    • Jasne instrukcje dla zespołu, które ograniczą chaos.
    • Poprawę efektywności dzięki identyfikacji zbędnych kroków.

    Umów się na konsultację – pomogę Ci uporządkować działania w Twojej firmie i wprowadzić realne usprawnienia. 😊

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w reorganizacji procesów w Twojej firmie?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

  • Jakie są metodyki zarządzania procesami? 

    Jakie są metodyki zarządzania procesami? 

    zwięzła historia mapowania procesów i różne podejścia

    Chodź na konsultacje!

    Jeśli chodzi o prace biurowe czyli klikanie w komputer, to tutaj prym wiedzie świat IT. nie wiem czemu, ale oni naprawdę lubią systematyzować, usprawniać, organizować. I przez lata wypracowali kilka ciekawych schematów, i nadal poszukują nowych.

    Drugim miejscem gdzie metodyki organizacji pracy są nie tylko ważne ale i potrzebne to niewątpliwie fabryki. Kto nie słyszał o geniuszu Toyoty. Jak nie, to może i dobrze że to czytasz teraz.

    W każdym razie. Nie wiem, czemu handlowcy, obsługa klienta, administracyjna tak bardzo burzy się na procesy – skoro wiemy, i mamy potwierdzenie, że procesy działają.

    Tak więc zaczynając od początku:

    Waterfall

    metoda pracy pochodząca z IT, ale ja bym jednak obstawiała produkcję.
    Czyli: tworzymy część produktu, usługi. Jak już jest zrobione, przekazujemy dalej i dobudowujemy kolejną część, i przekazujemy dalej i dokładamy kolejną część, i tak dalej i dalej, aż mamy kompletny, piękny pachnący produkt który możemy przekazać w ręce klienta.
    Tak jak nazwa mowi, płynie woda rzeką, spada, napełnia zbiornik poniżej i płynie dalej. Czy coś, nie wiem.

    Kiedy sprawdza się waterfall? Kiedy nie musimy/nie możemy eksperymentować. Budowa domu tak wygląda: najpierw architekt musi dostarczyć kompletne plany, potem ekipa budowlana musi postawić fundamenty, na tych fundamentach stawiamy ściany, na ścianach zaś dach. Nie postawimy dachu jak nie będzie kompletnego fundamentu, bo może się okazać, że część dachu nie ma podpory i spadnie.

    Czy waterfall ma swoje zastosowania nawet dzisiaj? ależ oczywiście!

    Lean

    czyli metodologia wypracowana właśnie w fabrykach Toyoty.
    Jej zasada działania jest oszczędność. Ale nie taka, jak ci się wydaje czyli płać mało wymagaj dużo.

    Oszczędność wyrażana w podejściu do pracy, czyli unikanie rzeczy niepotrzebnych do uzyskania jak najlepszej jakości.

    Oszczędność w materiałach, ale tylko wtedy kiedy nie pogarsza ona jakości końcowego produktu. Na przykład takie dopasowanie szablonów do wycięcia z dużej blachy, żeby było jak najmniej strat produktu.

    I tutaj od razu powiem: jeśli to samo zastosujemy do wycinania wzorów ubrań – możemy nie być już w zgodzie z lean, jako że kierunek cięcia materiału ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądała i zużywała się sztuka ubrania wycięta z tego materiału.

    Tak samo oszczędność w kolejnych etapach pracy – i unikanie “pustych przebiegów” lub zmieniania kierunku pracy.

    Co ważne. W lean chodzi nam o dostarczenie jak najlepszego produktu jak najmniejszym kosztem. Jeśli więc ograniczanie kosztów będzie powodowało spadek jakości końcowego produktu – nie będzie to już lean.

    Scrum

    barok wśród metod zarządzania.

    W dużym uproszczeniu – scrum polega na cięciu zadania na mniejsze kawałki nad którymi można pracować równolegle.

    W tej metodzie ważne jest częste sprawdzanie czy nasza praca jest zgodna z oczekiwaniami, a żeby to robić, dopuszczalne jest dostarczanie niekompletnych wersji, po to, żeby upewnić się że podążamy w dobrym kierunku.

    W świecie, w którym zmiana jest motorem napędowym, scrum sprawdza się świetnie, ponieważ bierze pod uwagę, że wymagania mogą się zmienić w trakcie pracy. Dzięki cięciu i sprawdzaniu, szanse że wyprodukujemy rzecz nikomu już niepotrzebną, maleją.

    Jest tego więcej, ale na potrzeby tego artykułu nie będę się zagłębiać w każdą z nich, nie o to tutaj chodzi. Te trzy podejścia pokazują w mojej opinii najlepiej w jak różny sposób możemy podchodzić do organizowania swojej pracy. Te trzy metodyki są też mocno ignorowane przez świat biurowy. Ignorowane, a może świat pracy biurowej zwyczajnie nie jest ich świadomy?

    Jest tego więcej, ale na potrzeby tego artykułu nie będę się zagłębiać w każdą z nich, nie o to tutaj chodzi.

    Te trzy podejścia pokazują w mojej opinii najlepiej w jak różny sposób możemy podchodzić do organizowania swojej pracy.

    Te trzy metodyki są też mocno ignorowane przez świat biurowy. Ignorowane, a może świat pracy biurowej zwyczajnie nie jest ich świadomy?

    Porozumienie ponad metodę

    W temacie opisywania procesów, dla małych organizacji najważniejsze jest, żeby zachować tą samą strukturę.

    To znaczy, że jeśli zdecydujemy się na opisywanie procesów, wybierzmy jeden wzorzec, z ktorego będa potrafili korzystać wszyscy. I którego nauczą się wszyscy.

    Nie dajmy się omotać, że obsługa klienta nie może w taki sam sposób porządkować swojej pracy jak IT. Owszem, metodyka organizacji może być różna, ale sposób dokumentacji powinien być taki sam na przekroju całej organizacji.

    Dlaczego? bo ułatwi to wam komunikację.

    Bo w małych organizacjach często nasze role się przenikają i mieszają, i im prościej podejdziemy do dokumentacji, tym łatwiej będzie nam rosnąć. Też dlatego, że jeśli od samego początku będziemy stosowali różne zasady dla różnych działów, coraz mniej będziemy rozumieć naszą pracę i to jak działania jednych wpływają na wyniki drugich.

    Im lepiej będziemy się rozumieli od samego początku, tym łatwiej będzie nam rosnąć.

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w reorganizacji procesów w Twojej firmie?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

  • Po co mapujemy procesy?

    Po co mapujemy procesy?

    żeby wiedzieć co robimy
    zeby zrozumiec po co robimy rzeczy
    żeby wiedzieć jak współpracujemy
    żeby usprawniać
    zeby zniwelowac przestoje
    żeby pracować mniej ale wydajniej

    Chodź na konsultacje!

    KLIK

    W zasadzie mogłabym na tym zakończyć ten rozdział, ewentualnie dodać jeszcze kilka punktów do listy.
    Muszę się trochę postarać, żeby napisać tu paragraf, bo pytanie brzmi dla mnie podobnie jak: po co sprzątamy?
    Kto by nie chciał mieć domu w którym wiadomo co gdzie jest. Nie musieć szukać kluczy w lodówce przed wyjściem z domu, a kiedy raz na trzy lata wyczerpią się baterie w pilocie do telewizora wiedzieć dokładnie, że zapas jest, i gdzie ten zapas został schowany.

    Z procesami jest podobnie.

    Są takie, które są dla nas naturalne (gdzie leży mydło w łazience, jak obsługiwać maila), są takie nad którymi trzeba się chwilę zastanowić (gdzie są dekoracje na choinkę, podsumowanie kwartału), i są takie które powodują u nas ból głowy na samą myśl o nich, i dopóki nie ma bezpośredniego zagrożenia, będziemy je odwlekać, bo nawet nie wiemy jak się za nie zabrać (zapasowe kluczyki do auta z których nigdy nie korzystaliśmy przez ostanie 5 lat; raport podsumowujący, wysyłany raz na rok fiskalny)

    Z jednej strony, niby przemęczyć się raz na rok to wcale nie tragedia, i takie jest życie. Z drugiej, jeśli nagle zabraknie tej jednej osoby która pamiętała jak to zrobić, a urząd skarbowy zaczyna się niecierpliwić, robi się niebezpiecznie.

    Czy może brakować procesów?

    Dla mnie brak procesów zawsze był źródłem frustracji: takiej małej, codziennej frustracji. Nie takiej, gdzie rzucasz papierami o stół i szukasz nowej pracy, ale takiej, przez którą, po zrobieniu zadania, trzeba było wziąć z pół godziny przerwy, żeby dojść do siebie.

    Dodatkowo, kiedy okazywało się, że po uderzeniu do niemal każdej osoby w firmie, okazywało się, że sprawa jest prosta na tyle, że wystarczy jeden, dwa ruchy myszką… dobra, kończę, bo znów mi się podnosi ciśnienie.

    Zatem do celu: procesy są dobre. Inaczej: dobre procesy są dobre.

    Co to są dobre procesy? dla mnie to takie, które uwzględniają cały cykl działania. Takie, dzięki którym wiemy skąd praca do mnie przychodzi, i gdzie idzie ona dalej. Dzięki czemu wiem, kogo pytać o tzw. “wsad”, i kto będzie miał do mnie pytania o wynik. Ale o tym za chwilę.

    Co jeszcze dają nam dobre procesy?

    Otóż pomagają usprawniać. Jedno, to wiedzieć co i jak mamy zrobić. kolejny plus, to wiedzieć po co to robimy. Czyli czego oczekujemy po zakończonym procesie. Jak efekt naszej pracy ułoży się w świecie do którego go wypuścimy, i co z nim zostanie zrobione dalej.

    Po nas to choćby potop nie działa w fajnych organizacjach.

    Tutaj pewnie jeszcze gdzieś powinnam napisać, to że praca może polegać na wyprodukowaniu fizycznych rzeczy: butów, komputera, rogalika. I wtedy nie trzeba nikogo przekonywać do tego, że taka praca powinna być jak najlepiej skonstruowana, przemyślana, powtarzalna, odtwórcza, i powinna dążyć do najlepszej możliwej jakości (o jakości tez pewnie tutaj porozmawiamy).


    Ale kiedy rozmawiamy z szeroko pojętymi pracownikami biurowymi, zaczynamy słyszeć, że takim podejściem ogranicza się wolność, kreatywność, że to przejaw mikrozarządzania i nieufności do pracownika. A jednak fabryka maili to też fabryka.


    Dobry szewc (co ja się tego szewca uczepiłam) nie jest dobry dlatego, że szyje buty w swojej własnej autorskiej kolejności. Dobry szewc jest dobry dlatego, że jego efekty pracy mają za każdym razem ten sam standard jakości, są produkowane z jak najmniejszą stratą w materiałach i jak najwydajniej.

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w reorganizacji procesów w Twojej firmie?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

    Umów się na bezpłatną konsultację

  • Jak naprawić obsługę klienta?

    Jak naprawić obsługę klienta?

    najwięcej firm buduje systemy obsługi klienta wraz ze wzrostem, co może prowadzić do niekonsekwencji, a także nieefektywności.

    Chodź na konsultacje!

    KLIK

    Skąd wiedzieć, że twoja obsługa klienta wymaga poprawy?

    • klienci narzekają na nieintuicyjny system
    • musisz po kilka razy odpowiadać na to samo pytanie
    • klienci nie korzystają z sekcji FAQ
    • łapiesz się na odpowiadaniu na pytania od klientów o najróżniejszych porach dnia (i nocy)
    • klienci nie znają twojej oferty
    • klienci nie są traktowani tak samo
    • łapiesz się na tym, że na bieżąco wymyślasz rozwiązania różnych problemów
    • łapiesz się na tym, że diagnoza problemu zajmuje 3 do 5 wymian mailowych
    • może nawet masz jakieś szablony maili, ale korzystanie z nich wydaje ci się bardziej czasochłonne niż napisanie odpowiedzi “z palca”

    Jak to naprawić?

    Krok 1. Research

    albo zrób research wstecznie, albo poświęć tydzień do miesiąca na śledzenie zapytań od klientów (excel tracker)

    wypisz wszystkie kanały jakimi udzielasz klientom pomocy

        • facebook
        • messenger
        • instagram
        • tiktok
        • twitter
        • notion
        • clickup
        • asana
        • mail
        • telefon
        • sms
        • whatsup
        • threads
        • ….

    Krok 2: Organizacja researchu

    1. zbierz w jedno miejsce wszystkie odpowiedzi jakich udzielałaś (excel tracker)
    2. pogrupuj odpowiedzi wg:
      • czasu do rozwiązania problemu
      • typu odpowiedzi (kategoria problem)
      • kolejności (pierwsza odpowiedź, druga, ostatnia)

    Krok 3: FAQ

    • jeśli masz FAQ na stronie, porównaj informacje z FAQ z najczęstszymi pytaniami – ile tematów się pokrywa? czy masz jakieś tematy których nie ma w FAQ?
    • czy są tematy, które mimo tego, że są w FAQ powielają się w pytaniach od klientów.

    Krok 4: Treści systematyzacja

    • najlepsze sposoby na szablony są najprostsze, dokument google z kartami w dokumencie i zakładkami na tematy które wyłoniły się nam w researchu
    • karta, to temat:
      • admin (płatności, konto klienta, faktury, rachunki itp)
      • produkt (nie działa, nie wiem jak korzystać)
      • usługa (nie działa, nie wiem jak korzystać, nie wiem kiedy, itp.)
      • technika (strona nie działa, alerty, strona sie nie laduje itp)
      • pytanie sprzedażowe
    • tematy to nagłówki, treść to treść

    Krok 5: Treści wsad zasady

    1. FAQ:
      • obrazki: kiedy pokazujemy obrazki, pokazujemy każdy krok osobno, i zaznaczamy miejsce w którym trzeba kliknąć wyraźnie (czerwone kółko lepsze niż highlight)
      • obrazy, jeśli nagrywamy wideo, klikamy bardzo powoli
        treści: próbujemy opisać rzeczy tak, jakbyśmy opowiadali swojej babci która nigdy nie widziała komputera na oczy)
      • nie zakładamy, że klient wie, czy powinien wiedzieć
    2. Mail
      • PARAFRAZA: czyli, powtarzamy własnymi słowami problem klienta odpowiadając na maila zawsze (budzi to zaufanie, ze problem został “usłyszany”, daje możliwość weryfikacji, jesli okaze sie, ze problem jednak był inny)
      • następnie korzystamy albo z linka do FAQ, albo wklejamy rozwiązanie w treść maila.
      • możemy też wkleić rozwiązanie w treść maila i następnie dodać linka do FAQ (służy to temu, żeby klient zaczął rejestrować, że jest coś takiego jak FAQ)

    Krok 6: Jeśli używamy maila do umawiania wizyty itp

    1. zbierz wszystkie informacje jakie będziesz potrzebować od klienta przed wizytą, usługą itp.
    2. zastanów się, czy potrzebujesz wszystkich informacji na raz, czy na różnych etapach. (np. kiedy klient pyta o wolne terminy, czy wraz z informacją o terminach możesz już poprosić o jego dane)
    3. zastanów się, jakie ty możesz podać informacje na raz: np. wolny termin, cena usługi, zasady zapisów itp.)

    Krok 7: Kanały

    • używaj tego samego kanału do odpowiedzi co pytania
      albo
    • używaj jednego kanału do odpowiedzi, nie ważne skąd przychodzą pytania

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w reorganizacji obsługi klienta w Twojej firmie?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

    Umów się na bezpłatną konsultację

  • 3 problemy w pracy z danymi i jak je naprawić

    3 problemy w pracy z danymi i jak je naprawić

    1. zapominanie o kontekście

    Wielu liderów patrzy na cyfry wyrywkowo, zapominając, że każda liczba wynika z innej albo wpływa na inną. Prowadzi to do złych diagnoz problemów, rozmów naprawczych, które nie adresują rzeczywistego problemu. Co można z tym zrobić? 

    Można zmapować sobie zadania zespołu, pytać do czego te zadania dążą, i szukać części składowych. To da nam szerszy obraz problemu, i pomoże wyłapać faktyczne problemy.

    2. patrzenie na dane tylko w kryzysie

    Jak jest dobrze, to nie ma co tracić czasu na wpatrywanie się w dashboardy, ale jak trwoga to do Talesa z Miletu. Nagle w kryzysie szuka się przyczyny niepowodzeń, i następują jakieś próby ratowania sytuacji, ale niestety, najczęściej jest już za późno. Moja rada? Patrz na raporty po to, żeby wyłapywać symptomy kryzysu, a nie po to, żeby udowadniać sobie że kryzys faktycznie nadszedł

    3. raporty bez ładu i składu

     Czyli wielkie excele albo przeładowane danymi, albo prezentacje, w których nawet twórcy ciężko się rozeznać. Dzieje się tak, ponieważ, często, liderzy nie wiedzą, co wybrać, wybierają więc wszystko. Twoje raporty i prezentacje powinny opowiadać jakąś historię, spełniać jakiś cel. Przed każdym raportem zdają sobie pytanie: “czego chcę się dowiedzieć?” albo “co chcę udowodnić?” i potem prowadź po nitce do kłębka.

    Jeśli łapiesz się na popełnianiu powyższych błędów, zapraszam Cię na webinar, który odbędzie się 11 grudnia, na którym będę podpowiadać, jak pracować z danymi, żeby zadowolić zespół i zarząd.

  • Jak Przygotować Się do Oceny Rocznej – Kompletny Przewodnik

    Jak Przygotować Się do Oceny Rocznej – Kompletny Przewodnik

    Ocena roczna to nie tylko podsumowanie Twojej pracy, ale także kluczowy moment na zaprezentowanie swoich osiągnięć i zaplanowanie przyszłości zawodowej. Dobrze przygotowana rozmowa roczna może przynieść korzyści zarówno Tobie, jak i Twojemu managerowi. W tym artykule znajdziesz praktyczne wskazówki, jak efektywnie przygotować się do tego ważnego spotkania.

    Obejrzyj na Youtube

    KLIK

    Dlaczego warto się przygotować?

    Ocena roczna jest okazją, by omówić swoje sukcesy, wyzwania i plany na przyszłość. To moment, w którym możesz:

    • Pokazać swój wkład w sukcesy firmy.
    • Ustalić ścieżkę rozwoju zawodowego.
    • Zaprezentować pomysły na usprawnienie pracy i procesów.
    • Omówić potencjalne awanse lub podwyżki.

    Przygotowanie do rozmowy to także szansa na refleksję nad własną pracą, relacjami z zespołem oraz współpracą z managerem.

    Krok 1: Zbierz dane o swojej pracy

    Analiza ostatnich 12 miesięcy to kluczowy element przygotowań. Odpowiedz na pytania:

    • Sukcesy: Kto Cię pochwalił i za co? Jakie zadania wykonałaś lepiej, niż się spodziewano?
    • Wyzwania: Gdzie napotkałaś trudności? Jakie projekty sprawiły Ci największe problemy?
    • Rozwój zespołu: Czy wdrażałaś nowych członków zespołu? Czy brałaś udział w rekrutacjach?
    • Współpraca: Czy pomagałaś kolegom w realizacji ich celów? Jakie były efekty tej współpracy?

    Nie zapomnij przejrzeć e-maili, wiadomości i raportów. To kopalnia informacji, które mogą przypomnieć Ci o ważnych wydarzeniach i Twoich działaniach.

    Krok 2: Zrozum swoje mocne i słabe strony

    Przeanalizuj, jakie zadania były dla Ciebie:

    • Łatwe i powtarzalne, ale mniej satysfakcjonujące.
    • Trudne, ale rozwijające – w których czułaś tzw. „flow”.
    • Frustrujące – wymagające więcej wsparcia lub zasobów.

    Zastanów się, jak wyglądałoby Twoje idealne stanowisko pracy. Jakie zadania chciałabyś realizować w przyszłości? Co mogłabyś wyeliminować, aby pracować efektywniej?

    Krok 3: Oceń współpracę z managerem

    Twoja relacja z przełożonym jest kluczowa. Zastanów się:

    • Jak Twoja praca wpłynęła na sukcesy managera?
    • Czy Twoje działania przyniosły firmie konkretne korzyści lub oszczędności?
    • Jakie umiejętności nabyłaś, które wspierają cele zespołu?

    Przygotuj argumenty, które pokażą, jak Twoja praca przełożyła się na wyniki zespołu lub firmy.

    Krok 4: Przygotuj wizję swojej roli

    Podczas rozmowy rocznej nie ograniczaj się tylko do podsumowania swojej pracy. Przedstaw swoją wizję na kolejny rok:

    1. Jakie zadania chciałabyś realizować?
    2. Jakie umiejętności chcesz rozwijać?
    3. Jak Twoje plany mogą przyczynić się do sukcesów firmy?

    Wypisz trzy umiejętności, które nabyłaś w ostatnim roku, oraz trzy, które chcesz rozwijać. Podkreśl, jak te umiejętności mogą wpłynąć na wyniki firmy.

    Krok 5: Rozmowa o błędach

    Nie bój się mówić o porażkach, ale zawsze w kontekście wyciągniętych wniosków. Unikaj zbędnego samokrytycyzmu – skup się na lekcjach, jakie wyniosłaś, i przedstaw rozwiązania, które wprowadziłaś.

    Ocena roczna – moment dla Ciebie i Twojego managera

    Pamiętaj, że rozmowa roczna to nie tylko analiza przeszłości, ale także wspólne planowanie przyszłości. Wykorzystaj tę okazję, by pokazać swoją wartość i zaproponować konkretne działania na kolejny rok.

    Twoje przygotowanie to klucz do sukcesu. Dzięki niemu rozmowa roczna stanie się narzędziem nie tylko do podsumowania Twojej pracy, ale także do budowania lepszej współpracy z managerem i rozwoju Twojej kariery.

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w przygotowaniu się do oceny rocznej?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

    Umów się na bezpłatną konsultację

  • Czym jest Zurito i po co to wszystko?

    Czym jest Zurito i po co to wszystko?

    Nie lubię pracować bez sensu. Nie lubię robić czegoś tylko dlatego, że trzeba.

    Nie lubię tracić czasu na niepotrzebną pracę.

    I nie lubię pracy dla pracy, czyli robienia rzeczy tylko po to, żeby były zrobione.

    Niestety, im większe organizacje, tym więcej informacji gubi nam się po drodze. Nasze potrzeby się zmieniają, przez co informacje, których potrzebujemy do lepszego podejmowania decyzji, też się muszą zmieniać. Inne dane są potrzebne na etapie tworzenia zespołu, a zupełnie inne na etapie kiedy ten zespół jest już dojrzały.

    Bywa tak, że spędzamy godziny nad aktualizacją raportów, które nie przynoszą nam już wartości.

    Bywa tak, że nie potrafimy podjąć decyzji, mimo, że mamy dostarczone jakieś dane, i nawet nie wiemy, że to dlatego, że potrzebujemy zupełnie innych informacji.

    Ewolucja przychodzi do nas znienacka, trochę podstępnie. Niby wiemy, że pływanie w wodzie już nam nie wystarcza, ale nie wiemy jeszcze co w zasadzie robić po wyjściu na ląd.

    Wiemy, że to co robiliśmy do tej pory nie działa, ale nie potrafimy zidentyfikować dlaczego nie działa, albo co zrobić, żeby zaczęło działać ponownie.

    I to słowo – ponownie bywa tutaj problemem. Bo tak naprawdę, tak jak nie boimy się szukać nowych dróg w biznesie, w tym co oferujemy i jak to oferujemy, tak samo powinniśmy od czasu do czasu poszukać nowych dróg w naszej własnej rutynie.

    I tutaj właśnie pojawia się Zurito.

    W momencie w którym wiecie, że to do czego przywykliście nie działa, ale nie do końca potraficie powiedzieć dlaczego nie działa, warto jest zatrzymać się na chwilę, i spojrzeć na swoje działania z lotu ptaka.

    Albo pozwolić komuś innemu wejść w wasze progi i rozejrzeć się, zapytać a czemu tak? a po co to? i wspólnie ustalić sposoby na optymalizację.

    Jeśli nie chcecie pracować “na pamięć”, jeśli chcecie uzyskać więcej czasu, albo myślicie o przejściu na 4-dniowy dzień pracy, ale bez poświęcania wyników, zapraszam  na konsultacje.

    Aha, a Zurito, w języku baskijskim oznacza „małe piwo”

  • Jak nie ułatwiać życia innym

    Miasto Wrocław postanowiło ułatwić życie pieszym.

    Jakiś czas temu, na większości osiedli w mieście, zostały wprowadzone strefy ograniczonej prędkości 30 tempo plus.
    Na czym to polega? Otóż na wjeździe do stref widnieją znaki informujące o ograniczeniu prędkości. Skrzyżowania nie anulują tego ograniczenia, obowiązuje ono na całej strefie, do momentu opuszczenia jej. Dodatkowo, większość skrzyżowań w strefie jest równorzędnych, czyli obowiązuje zasada prawej ręki.

    W tym roku miasto postanowiło pójść o krok dalej – wewnątrz strefy 30 nie zostały odnowione przejścia dla pieszych.

    Mówimy o śródmieściu, gdzie większość ulic w strefie zbudowana jest z kostki brukowej, którą trzeba co roku odmalowywać, aby przejścia dla pieszych były widoczne.

    Wewnątrz strefy zostały też zdemontowane znaki pionowe, informujące o przejściach dla pieszych.

    ZDiUM tłumaczy się tym, że w strefie pieszy ma dowolność przemieszczania się, więc pasy nie są potrzebne. Przez jezdnię można przejść w każdym miejscu.

    I super.

    Tylko dowolność przemieszczania się nie oznacza pierwszeństwa, tak jak ma to miejsce na pasach dla pieszych.

    W strefach 30 w mojej okolicy praktycznie nie ma patroli policyjnych, które rejestrowałyby faktyczną prędkość pojazdów. Nie ma też przewężeń na jezdni czy innej infrastruktury, która wymuszałaby na kierowcach zmniejszenie prędkości.

    W strefie nie ma przejść dla pieszych ani sygnalizacji świetlnej. W związku z tym, część kierowców świadomie wybiera ruch w strefie, omijając zakorkowane ulice obok: Wyszyńskiego i Jedności Narodowej, które nie są już objęte strefą.

    Ponieważ przejścia dla pieszych wyblakły i nie są widoczne, kierowcy parkują w tych miejscach auta. Utrudnia to przejście osobom z małymi dziećmi czy takim, które potrzebują pomocy w poruszaniu się.

    Parkowanie blisko skrzyżowań zmniejsza widoczność kierowcom zbliżającym się do skrzyżowania. Teoretycznie kierowcy powinni zostawić około 10 metrów wolnego miejsca przy skrzyżowaniach, ale w sytuacji, kiedy aut jest więcej niż miejsc parkingowych, a nikt nie egzekwuje zasad, trudno im się dziwić.

    Kolejną niedogodnością jest brak jakiejkolwiek informacji dla mieszkańców, że zasady ruchu pieszych w strefie zmieniły się. Przy przeszukaniu najpopularniejszych portali informacyjnych o Wrocławiu, każdy artykuł o strefach 30 skupia się na informacjach dla kierowców.
    Na portalu wroclaw.pl widnieje artykuł z 2022 roku, informujący o zasadach ruchu dla pieszych. Jest tam wspomniana dowolność poruszania się, niestety nie wiemy, czy jest to równoznaczne z pierwszeństwem:

    “likwidowanie pasów, świateł, kładek i przejść podziemnych, celem umożliwienia pieszym przekraczania jezdni w dowolnym miejscu, zróżnicowanie nawierzchni na niewygodną dla samochodów (najczęściej zróżnicowane rodzaje kostki brukowej). Wszystko to humanizuje przestrzeń ulic, wpływa psychologicznie na kierowców i uniemożliwia im szybką, agresywną jazdę.” https://www.wroclaw.pl/komunikacja/zwiekszenie-bezpieczenstwa-pieszych

    Dlaczego to piszę?

    Bo na papierze projekt wygląda naprawdę dobrze. W praktyce okazuje się, że:

    • kierowcy nadal poruszają się w strefie z większa prędkością;
    • brak oznaczonych przejść dla pieszych spowodował utrudnienie w przekraczaniu jezdni, bo nie został wzięty pod uwagę problem z liczbą miejsc parkingowych;
    • pieszy, zamiast wejść na przejście i przez ulicę, musi ustąpić pierwszeństwa autom jadącym w strefie;
    • natężenie ruchu nie spadło, bo w strefie zlikwidowano dużo utrudnień, które są obecne poza strefą (jeden pas jezdni dzielony z tramwajami, korki, sygnalizacja świetlna);
    • nieprawidłowe parkowanie dodatkowo zmniejsza widoczność w strefie, stwarzając zagrożenie zarówno dla pieszych, jak i dla kierowców;
    • brak informacji o zasadach poruszania się w strefie powoduje, że piesi nadal używają wyłączonych z ruchu przejść, co często wydłuża ich trasę. Taki stan rzeczy wywołuje narastającą frustrację.

    Czasami, tworząc nowy proces, musimy przeanalizować wiele pobocznych wątków, z którymi dany proces się łączy albo na które wpływa. Innymi słowy – to, co zamierzymy, może nie tylko się nie sprawdzić, ale też mieć odwrotne skutki od zamierzonych.

    Tak, jak tutaj: miasto wprowadziło zmiany w trosce o dobrostan pieszych, jednak nie biorąc pod uwagę powyższych problemów spowodowało, że pieszy czuje się nie tylko niezaopiekowany, ale też ignorowany jako uczestnik ruchu drogowego.