Kategoria: skrócony czas pracy

  • Dlaczego pracujemy 40 godzin?

    Dlaczego pracujemy 40 godzin?

    Żeby zrozumieć ruch 4 dniowego tygodnia pracy, warto zastanowić się, skąd właściwie wziął się 40 godzinny tydzień pracy? Jak to się stało, że pracowanie 40 godzin w tygodniu uznajemy za normę?  I czy ktoś pamięta jeszcze pracujące soboty czyli de facto 46 godzinny tydzień pracy – dlaczego z nich zrezygnowaliśmy?

    W końcu, jak pracowali ludzie przed rewolucją przemysłową? Czy czas pracy zależał od ich potrzeb, czy może od systemu, na który nie mieli wpływu?

    Praca przed maszynami

    Wraz z rewolucją przemysłową zmienił się rytm życia. Do tej pory większość społeczeństwa utrzymywała się z rolnictwa. Praca ta była ściśle powiązana z rytmem dnia i pór roku. Czas na pracę i czas na odpoczynek przeplatały się ze sobą.

    Praca jak każde działanie odbywa się w określonym czasie, w ciągu roku związana jest z rocznym kalendarzem obrzędów. Społeczność wiejska intensywnie pracuje w okresie wiosny, lata i jesieni, natomiast koniec jesieni i zima wiąże się ze spadkiem tempa pracy. Od adwentu, a często od Wszystkich Świętych kończą się prace polowe i koncentrują się w obejściu i w domu. Nie ma pośpiechu, a zajęcia zimowe nabierają innego wyrazu. Jest czas na częstsze kontakty i spotkania towarzyskie.

    https://www.muzeumopoczno.pl/wp-content/uploads/2021/10/Od-ziarenka-do-bochenka.pdf

    Czytamy tak w wydanej przez Muzeum w Opocznie książce „Od ziarenka do bochenka” opisującej zwyczaje rolników i ich relację z ziemią i chlebem. Widzimy, że praca była sezonowa i jej intensywność zależała od pór roku. Była cykliczna, i zapewniała i czas na intensywną pracę i czas na wytchnienie.

    Nie chcę tutaj romantyzować pracy na wsi, polscy chłopi mierzyli się z wieloma problemami. I też rzadko kiedy mogli pracować tylko i wyłącznie na własne potrzeby. Ale tutaj chcę się przyjrzeć temu, jak czas na pracę przenikał się z czasem na życie, i kiedy tej pracy było więcej, kiedy mniej i od czego ten czas zależał.

    Rewolucja przemysłowa

    Natomiast z powstaniem fabryk rozpoczęła się migracja do miast i praca niemal 24/7, przez cały rok. Zatrzymanie linii produkcyjnych często nie wchodziło w grę, gdyż było bardzo ryzykowne, i przede wszystkim, kosztowne.

    Jeszcze na początku XIX wieku przeciętny pracownik fabryki potrafił spędzić w pracy nawet 100 godziny tygodniowo. Pracowały także kobiety i dzieci.

    Aktywność zarobkowa dzieci uważana była więc za zjawisko korzystne. Miała zapewnić właściwy przebieg socjalizacji, dzięki wczesnemu wdrożeniu do pracy w fabryce i uchronić od demoralizacji w środowisku rówieśników. Zdarzało się, że rodzice fałszowali metryki urodzenia i wręczali łapówki za przyjęcie do fabryki dziecka młodszego, niż zezwalały na to przepisy. (…)

    W konsekwencji, w 1882 roku została wprowadzona ustawa „O  pracy małoletnich”, dopracowywana i modyfikowana w kolejnych latach, co w pewnym stopniu wpłynęło na zmniejszenie zatrudnienia dzieci i młodzieży. Mimo tego w 1897 roku 4,8% ogółu robotników przemysłowych i rolnych oraz służby domowej w Królestwie Polskim stanowiły dzieci do 12. roku życia, 4,7% pracujących miało od 12 do 14 lat, 7,6% od 15 do 16 lat. Do kategorii młodocianych zaliczano także pracowników w wieku od 16. do 19. roku życia, którzy stanowili 13,6% ogółu robotników.

    W rezultacie niemal co dziesiąty zatrudniony miał mniej niż 14 lat, a prawie jedna trzecia nie przekroczyła 19. roku życia. Z perspektywy przemysłowców dzieci, a w szczególności sieroty, były doskonałym materiałem na robotników. Płaciło się im niewiele lub po prostu nic. Miały małe sprawne dłonie, mieściły się w tunelach i pod maszynami, były szybkie i zdrowe. Siłą autorytetu i przemocą można je było zmusić do posłuszeństwa ‒ prędzej niż dorośli adaptowały się do fabrycznego reżimu, ponieważ nie znały innego życia.

    https://cmwl.pl/public/informacje/praca-dzieci-w-dawnej-lodzi,193

    Sporo informacji na temat czasu pracy w XIX wiecznych fabrykach mamy dzięki Łódzkiemu Muzeum Włókniarstwa, które opisuje warunki panujące w tamtejszych fabrykach, jak i zasady pracy tam wykonywanej.

    Czas pracy wynosił nawet kilkanaście godzin dziennie. Od początku XX wieku sukcesywnie ulegał skróceniu, czego świadectwem jest między innymi regulamin pracy z fabryki Towarzystwa Akcyjnego Ludwika Geyera. Wprowadził on w zakładach 11,5-godzinny dzień pracy, od 6.30 do 19 z godzinną przerwą w południe. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku dekret Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego wyznaczył ośmiogodzinny dzień pracy.

    Nie inaczej było w innych krajach europejskich, na przykład w wielkiej Brytanii. Podczas gdy w 1300 roku rolnik pracował około 1500 godzin rocznie, by zarobić na życie, robotnik w na początku XIXw. musiał spędzić w pracy dwa razy więcej czasu, aby zaledwie związać koniec z końcem. W miastach takich jak Manchester normą, nawet dla dzieci, był siedemdziesięciogodzinny tydzień pracy – bez żadnych wakacji i wolnych weekendów.

    Wypoczynek a moralność

    Wiązało się to również z podejściem do wypoczynku, który był uważany za źródło demoralizacji warstwy robotniczej.

    Jak pisał filozof Bertrand Russel w „Pochwale lenistwa”:

    Pomysł, że biedacy powinni mieć wolny czas, raził zawsze ludzi bogatych. Na początku dziewiętnastego wieku w Anglji normalny dzień roboczy dorosłego mężczyzny trwał piętnaście godzin; dzieci pracowały czasami tyleż, a dwanaście godzin dziennie – bardzo często. Gdy rozmaici wścibscy, lubiący wtrącać się do cudzych interesów, wypowiadali pogląd że dzień roboczy jest nieco przydługi – odpowiadano im, że praca nie pozwala dorosłym pić, a dzieciom łobuzować. Kiedy byłem dzieckiem, wkrótce po nadaniu robotnikom w miastach praw wyborczych, wprowadzono ustawowo niektóre święta, ku wielkiemu oburzeniu sfer wyższych. Pamiętam słowa pewnej księżnej: „Nacoż biedakom swięta? Powinni pracować” Dziś ludzie nie są tak szczerzy, ale to samo poczucie pozostało i jest w dużym stopniu źródłem pomieszania pojęć, jakie panuje w sprawach gospodarczych.

    https://pbc.gda.pl/Content/126526/Pochwala_prozniactwa_Russell_B.pdf

    Jak zatem widzimy, czas pracy jest mocno związany z filozofią i z tym jak postrzegamy świat i ludzi pracujących. A także z tym, kogo kulturowo uważamy za zasługującego na odpoczynek, a komu niechętnie dajemy prawo do czasu wolnego.

    Jeśli chcesz rozwinąć ten temat polecam ci następujące książki:

    James Suzman opisuje historię pracy od początków życia na Ziemi i udowadnia, że przez większą część dziejów nasi przdokowie pracowali znacznie mniej niż my i postrzegali pracę zupełnie inaczej. Pokazuje, że współczesna kultura pracy ma swoje korzenie w rewolucji neolitycznej sprzed 10 000 lat. Natomiast teraz znajdujemy sie u progu podobnie przełomowego momentu w historii – automatyzacja może zrewolucjonizować nasze podejście do pracy

    Celeste Headlee udowadnia, że przyzwyczajenia, których kurczowo się trzymamy są dla nas szkodliwe i można, a nawet trzeba z nimi zerwać. Pokazuje drogę do globalnej zmiany w myśleniu, abyśmy przestali porównywać się z innymi, odłożyli pracę na bok i wreszcie zaczęli żyć.

  • Kto jest klientem lidera sprzedaży?

    Kto jest klientem lidera sprzedaży?

    Wydawałoby się, że wszyscy handlowcy to wiedzą, ale okazuje się, że niewielu z nich z tej wiedzy korzysta, zwłaszcza po awansie na lidera.

    O czym mowa?

    Zasada nr.1  w sprzedaży (kolejność w pełni subiektywna)

    to, czego klient chce nie zawsze jest tym, czego potrzebuje

    Każdy handlowiec powinien mieć to wyryte w pamięci i traktować jak odruch.

    Jednak, często kiedy taka osoba awansuje na lidera, zapomina, że ta sama zasada tyczy się zarówno ich zespołu jak i ich przełożonych.

    Jak to?

    Otóż, po awansie lider, żeby się wykazać, albo zaczyna wypełniać wszystkie żądania zarówno zarządu jak i zespołu, albo podważa wszytsko, bo sam wie lepiej. I zupełnie zapomina o tym, że może przeciez traktować obie strony jak swojego potecjalnego klienta.

    Czyli pytać, dociekać, szukać sedna, i proponować rozwiązania dopasowane do faktycznych potrzeb. W skrócie, rozumieć, po co jest ta potrzeba i krytycznie podchodzić do spełniania jej.

    Owszem, sam proces szukania sedna problemu może się róznić od typowej rozmowy sprzedażowej, ale cel pozostaje taki sam: jak najlepiej zrozumieć potrzebę i dopasowac rozwiązanie tak, aby obie strony były zadowolone.

    Jak to zrobić?

    Możesz dowiedzieć się już 11 grudnia, na moim webinarze poświęconym temu jak pracowac z danymi, żeby zadowolić zespół i zarząd. 

  • Jak Przygotować Się do Oceny Rocznej – Kompletny Przewodnik

    Jak Przygotować Się do Oceny Rocznej – Kompletny Przewodnik

    Ocena roczna to nie tylko podsumowanie Twojej pracy, ale także kluczowy moment na zaprezentowanie swoich osiągnięć i zaplanowanie przyszłości zawodowej. Dobrze przygotowana rozmowa roczna może przynieść korzyści zarówno Tobie, jak i Twojemu managerowi. W tym artykule znajdziesz praktyczne wskazówki, jak efektywnie przygotować się do tego ważnego spotkania.

    Obejrzyj na Youtube

    KLIK

    Dlaczego warto się przygotować?

    Ocena roczna jest okazją, by omówić swoje sukcesy, wyzwania i plany na przyszłość. To moment, w którym możesz:

    • Pokazać swój wkład w sukcesy firmy.
    • Ustalić ścieżkę rozwoju zawodowego.
    • Zaprezentować pomysły na usprawnienie pracy i procesów.
    • Omówić potencjalne awanse lub podwyżki.

    Przygotowanie do rozmowy to także szansa na refleksję nad własną pracą, relacjami z zespołem oraz współpracą z managerem.

    Krok 1: Zbierz dane o swojej pracy

    Analiza ostatnich 12 miesięcy to kluczowy element przygotowań. Odpowiedz na pytania:

    • Sukcesy: Kto Cię pochwalił i za co? Jakie zadania wykonałaś lepiej, niż się spodziewano?
    • Wyzwania: Gdzie napotkałaś trudności? Jakie projekty sprawiły Ci największe problemy?
    • Rozwój zespołu: Czy wdrażałaś nowych członków zespołu? Czy brałaś udział w rekrutacjach?
    • Współpraca: Czy pomagałaś kolegom w realizacji ich celów? Jakie były efekty tej współpracy?

    Nie zapomnij przejrzeć e-maili, wiadomości i raportów. To kopalnia informacji, które mogą przypomnieć Ci o ważnych wydarzeniach i Twoich działaniach.

    Krok 2: Zrozum swoje mocne i słabe strony

    Przeanalizuj, jakie zadania były dla Ciebie:

    • Łatwe i powtarzalne, ale mniej satysfakcjonujące.
    • Trudne, ale rozwijające – w których czułaś tzw. „flow”.
    • Frustrujące – wymagające więcej wsparcia lub zasobów.

    Zastanów się, jak wyglądałoby Twoje idealne stanowisko pracy. Jakie zadania chciałabyś realizować w przyszłości? Co mogłabyś wyeliminować, aby pracować efektywniej?

    Krok 3: Oceń współpracę z managerem

    Twoja relacja z przełożonym jest kluczowa. Zastanów się:

    • Jak Twoja praca wpłynęła na sukcesy managera?
    • Czy Twoje działania przyniosły firmie konkretne korzyści lub oszczędności?
    • Jakie umiejętności nabyłaś, które wspierają cele zespołu?

    Przygotuj argumenty, które pokażą, jak Twoja praca przełożyła się na wyniki zespołu lub firmy.

    Krok 4: Przygotuj wizję swojej roli

    Podczas rozmowy rocznej nie ograniczaj się tylko do podsumowania swojej pracy. Przedstaw swoją wizję na kolejny rok:

    1. Jakie zadania chciałabyś realizować?
    2. Jakie umiejętności chcesz rozwijać?
    3. Jak Twoje plany mogą przyczynić się do sukcesów firmy?

    Wypisz trzy umiejętności, które nabyłaś w ostatnim roku, oraz trzy, które chcesz rozwijać. Podkreśl, jak te umiejętności mogą wpłynąć na wyniki firmy.

    Krok 5: Rozmowa o błędach

    Nie bój się mówić o porażkach, ale zawsze w kontekście wyciągniętych wniosków. Unikaj zbędnego samokrytycyzmu – skup się na lekcjach, jakie wyniosłaś, i przedstaw rozwiązania, które wprowadziłaś.

    Ocena roczna – moment dla Ciebie i Twojego managera

    Pamiętaj, że rozmowa roczna to nie tylko analiza przeszłości, ale także wspólne planowanie przyszłości. Wykorzystaj tę okazję, by pokazać swoją wartość i zaproponować konkretne działania na kolejny rok.

    Twoje przygotowanie to klucz do sukcesu. Dzięki niemu rozmowa roczna stanie się narzędziem nie tylko do podsumowania Twojej pracy, ale także do budowania lepszej współpracy z managerem i rozwoju Twojej kariery.

    Masz pytania lub potrzebujesz wsparcia w przygotowaniu się do oceny rocznej?

    Skontaktuj się ze mną – pomogę Ci wypracować strategię, która przyniesie Ci konkretne korzyści!

    Umów się na bezpłatną konsultację

  • Czym jest Zurito i po co to wszystko?

    Czym jest Zurito i po co to wszystko?

    Nie lubię pracować bez sensu. Nie lubię robić czegoś tylko dlatego, że trzeba.

    Nie lubię tracić czasu na niepotrzebną pracę.

    I nie lubię pracy dla pracy, czyli robienia rzeczy tylko po to, żeby były zrobione.

    Niestety, im większe organizacje, tym więcej informacji gubi nam się po drodze. Nasze potrzeby się zmieniają, przez co informacje, których potrzebujemy do lepszego podejmowania decyzji, też się muszą zmieniać. Inne dane są potrzebne na etapie tworzenia zespołu, a zupełnie inne na etapie kiedy ten zespół jest już dojrzały.

    Bywa tak, że spędzamy godziny nad aktualizacją raportów, które nie przynoszą nam już wartości.

    Bywa tak, że nie potrafimy podjąć decyzji, mimo, że mamy dostarczone jakieś dane, i nawet nie wiemy, że to dlatego, że potrzebujemy zupełnie innych informacji.

    Ewolucja przychodzi do nas znienacka, trochę podstępnie. Niby wiemy, że pływanie w wodzie już nam nie wystarcza, ale nie wiemy jeszcze co w zasadzie robić po wyjściu na ląd.

    Wiemy, że to co robiliśmy do tej pory nie działa, ale nie potrafimy zidentyfikować dlaczego nie działa, albo co zrobić, żeby zaczęło działać ponownie.

    I to słowo – ponownie bywa tutaj problemem. Bo tak naprawdę, tak jak nie boimy się szukać nowych dróg w biznesie, w tym co oferujemy i jak to oferujemy, tak samo powinniśmy od czasu do czasu poszukać nowych dróg w naszej własnej rutynie.

    I tutaj właśnie pojawia się Zurito.

    W momencie w którym wiecie, że to do czego przywykliście nie działa, ale nie do końca potraficie powiedzieć dlaczego nie działa, warto jest zatrzymać się na chwilę, i spojrzeć na swoje działania z lotu ptaka.

    Albo pozwolić komuś innemu wejść w wasze progi i rozejrzeć się, zapytać a czemu tak? a po co to? i wspólnie ustalić sposoby na optymalizację.

    Jeśli nie chcecie pracować “na pamięć”, jeśli chcecie uzyskać więcej czasu, albo myślicie o przejściu na 4-dniowy dzień pracy, ale bez poświęcania wyników, zapraszam  na konsultacje.

    Aha, a Zurito, w języku baskijskim oznacza „małe piwo”

  • Jak nie ułatwiać życia innym

    Miasto Wrocław postanowiło ułatwić życie pieszym.

    Jakiś czas temu, na większości osiedli w mieście, zostały wprowadzone strefy ograniczonej prędkości 30 tempo plus.
    Na czym to polega? Otóż na wjeździe do stref widnieją znaki informujące o ograniczeniu prędkości. Skrzyżowania nie anulują tego ograniczenia, obowiązuje ono na całej strefie, do momentu opuszczenia jej. Dodatkowo, większość skrzyżowań w strefie jest równorzędnych, czyli obowiązuje zasada prawej ręki.

    W tym roku miasto postanowiło pójść o krok dalej – wewnątrz strefy 30 nie zostały odnowione przejścia dla pieszych.

    Mówimy o śródmieściu, gdzie większość ulic w strefie zbudowana jest z kostki brukowej, którą trzeba co roku odmalowywać, aby przejścia dla pieszych były widoczne.

    Wewnątrz strefy zostały też zdemontowane znaki pionowe, informujące o przejściach dla pieszych.

    ZDiUM tłumaczy się tym, że w strefie pieszy ma dowolność przemieszczania się, więc pasy nie są potrzebne. Przez jezdnię można przejść w każdym miejscu.

    I super.

    Tylko dowolność przemieszczania się nie oznacza pierwszeństwa, tak jak ma to miejsce na pasach dla pieszych.

    W strefach 30 w mojej okolicy praktycznie nie ma patroli policyjnych, które rejestrowałyby faktyczną prędkość pojazdów. Nie ma też przewężeń na jezdni czy innej infrastruktury, która wymuszałaby na kierowcach zmniejszenie prędkości.

    W strefie nie ma przejść dla pieszych ani sygnalizacji świetlnej. W związku z tym, część kierowców świadomie wybiera ruch w strefie, omijając zakorkowane ulice obok: Wyszyńskiego i Jedności Narodowej, które nie są już objęte strefą.

    Ponieważ przejścia dla pieszych wyblakły i nie są widoczne, kierowcy parkują w tych miejscach auta. Utrudnia to przejście osobom z małymi dziećmi czy takim, które potrzebują pomocy w poruszaniu się.

    Parkowanie blisko skrzyżowań zmniejsza widoczność kierowcom zbliżającym się do skrzyżowania. Teoretycznie kierowcy powinni zostawić około 10 metrów wolnego miejsca przy skrzyżowaniach, ale w sytuacji, kiedy aut jest więcej niż miejsc parkingowych, a nikt nie egzekwuje zasad, trudno im się dziwić.

    Kolejną niedogodnością jest brak jakiejkolwiek informacji dla mieszkańców, że zasady ruchu pieszych w strefie zmieniły się. Przy przeszukaniu najpopularniejszych portali informacyjnych o Wrocławiu, każdy artykuł o strefach 30 skupia się na informacjach dla kierowców.
    Na portalu wroclaw.pl widnieje artykuł z 2022 roku, informujący o zasadach ruchu dla pieszych. Jest tam wspomniana dowolność poruszania się, niestety nie wiemy, czy jest to równoznaczne z pierwszeństwem:

    “likwidowanie pasów, świateł, kładek i przejść podziemnych, celem umożliwienia pieszym przekraczania jezdni w dowolnym miejscu, zróżnicowanie nawierzchni na niewygodną dla samochodów (najczęściej zróżnicowane rodzaje kostki brukowej). Wszystko to humanizuje przestrzeń ulic, wpływa psychologicznie na kierowców i uniemożliwia im szybką, agresywną jazdę.” https://www.wroclaw.pl/komunikacja/zwiekszenie-bezpieczenstwa-pieszych

    Dlaczego to piszę?

    Bo na papierze projekt wygląda naprawdę dobrze. W praktyce okazuje się, że:

    • kierowcy nadal poruszają się w strefie z większa prędkością;
    • brak oznaczonych przejść dla pieszych spowodował utrudnienie w przekraczaniu jezdni, bo nie został wzięty pod uwagę problem z liczbą miejsc parkingowych;
    • pieszy, zamiast wejść na przejście i przez ulicę, musi ustąpić pierwszeństwa autom jadącym w strefie;
    • natężenie ruchu nie spadło, bo w strefie zlikwidowano dużo utrudnień, które są obecne poza strefą (jeden pas jezdni dzielony z tramwajami, korki, sygnalizacja świetlna);
    • nieprawidłowe parkowanie dodatkowo zmniejsza widoczność w strefie, stwarzając zagrożenie zarówno dla pieszych, jak i dla kierowców;
    • brak informacji o zasadach poruszania się w strefie powoduje, że piesi nadal używają wyłączonych z ruchu przejść, co często wydłuża ich trasę. Taki stan rzeczy wywołuje narastającą frustrację.

    Czasami, tworząc nowy proces, musimy przeanalizować wiele pobocznych wątków, z którymi dany proces się łączy albo na które wpływa. Innymi słowy – to, co zamierzymy, może nie tylko się nie sprawdzić, ale też mieć odwrotne skutki od zamierzonych.

    Tak, jak tutaj: miasto wprowadziło zmiany w trosce o dobrostan pieszych, jednak nie biorąc pod uwagę powyższych problemów spowodowało, że pieszy czuje się nie tylko niezaopiekowany, ale też ignorowany jako uczestnik ruchu drogowego.

  • Dobrych procesów nie widać

    Dobrych procesów nie widać

    Czytam sobie teraz książkę o dizajnie. Nie jest to moja pierwsza książka o designie, mam ich za sobą już kilka, i zawsze jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak bardzo opowieści o rzeczach nie są wcale o rzeczach.

    Dobry dizajn jest niezauważalny. Jeśli coś jest zaprojektowane w przemyślany sposób, często w ogóle tego nie zauważamy.

    Dlaczego tak jest?

    Bo dobry dizajn usuwa nam przeszkody w docieraniu do celu. Autor, Don Norman, dostąpił nawet zaszczytu nazwania pewnego przedmiotu na jego cześć.

    Drzwi Normanowskie to, w świecie dizajnu, termin na drzwi, z których nie wiadomo jak korzystać. Na pewno miałeś/miałaś tą wątpliwą przyjemność pchać drzwi, na których napisane jest “ciągnąć” i nie zdawać sobie sprawy z tego, że robisz coś źle.

    Jest tak, ponieważ sposób, w jaki zaprojektowane są drzwi nie daje nam wskazówki do tego, jak ich używać, albo daje nam wskazówkę, która jest myląca.

    Tak samo jest często w naszej pracy. 

    Kiedy zadania nie wynikają same z siebie, lub kiedy nie rozumiemy po co oczekuje się od nas danej czynności, łatwo jest albo zaniechać daną czynność albo wykonać ją nieprawidłowo “pchać drzwi, które należy przyciągnąć do siebie”.

    Przykład?

    Na początku rozmowy sprzedażowej wymaga się od nas zrozumienia potrzeb klienta, jego motywacji do zakupu i zrozumienia projektu. Jednak, aby stworzyć wątek w CRM, musisz wpisać dokładny produkt jaki klient będzie kupował, nawet jeśli nie doszliście jeszcze do tego etapu w rozmowie.

    Do tego, oferta produktowa jest na tyle skomplikowana, że nie da się jeszcze przewidzieć, co zaproponujemy klientowi.

    Co w takiej sytuacji zrobić? Wymyślić produkt i później tłumaczyć się przed szefostwem, że klient kupił coś innego?

    Nic nie wpisywać i nie stworzyć wątku w CRMie tylko we własnych notatkach i przepisać później ryzykując, że zapomnimy, albo, że nie pokażemy naszej pracy w raporcie i wyjdziemy na leniucha?

    Każda z tych opcji generuje problemy, zarówno w wynikach pracownika, jak i w raportowaniu na wyższych szczeblach.

    Co zatem zrobić?

    Mozna rozpisać sobie proces sprzedaży – czego i na jakim etapie oczekujemy od handlowca, jakie informacje zwykle uzyskuje w jakiej kolejności. Jakie ma ograniczenia (czasowe, cenowe, produktowe)

    Przeanalizować to, w jaki sposób raportujemy prace zespołu. Jakie dane są potrzebne innym zespołom, czy są jakieś bufory czasowe które musimy wziąć pod uwagę, czy angażujemy inne zespoły na etapach umowy (np: dział prawny do podpisania umowy)

    Przeklikujemy się przez CRM, tworzymy wątek, sprawdzamy gdzie mamy ograniczenia w procesie (np. brak możliwości zapisu danych jeśli nie uzupełnimy informacji X)

    Nakładamy te trzy procesy na siebie i szukamy blokad, a następnie sposobów na usprawnienia.

    Jeśli masz jakiś proces, który wywołuje frustracje, spróbuj na niego spojrzeć z różnych stron, i zastanowić się, co wpływa na tą frustrację.

    Może się okazać, że naprawienie problemu jest łatwiejsze niż Ci się wydaje.

    A jeśli sprawia ci to trudność, daj znać, możemy przeanalizować to wspólnie i znaleźć rozwiązanie.

    Umów się na bezpłatną konsultację

  • Czym Nie są procesy w pracy?

    Kiedy mówię o procesach i o tym jak bardzo je lubię, często spotykam się z niezrozumieniem. Pamiętam, jak jakiś czas temu zaoferowałam na pewnej grupie dla startupów, że za darmo pomogę im w mapowaniu i usprawnianiu procesów. Powiedzieć, że moja propozycja nie padła na podatną glebę to nic nie powiedzieć.

    Zarzucono mi micromanagement. Zarzucono mi niewiedzę. Zarzucono mi niezrozumienie specyfiki startupu i psucie zabawy wszystkim dookoła.

    Z drugiej strony sama naczytałam się historii o tych wszystkich młodych i ambitnych, którzy rzucili wszystko i wyjechali w bieszczady tworzyć własne przedsiębiorstwa. Powtarzającym się motywem tych historii było: nie chcę, żeby moja firma była przepełniona księgami zasad i nakazów. Chcę kreatywności, dobrej zabawy i tworzenia wartości.

    Sama rozumiem i czuję to podejście, ale mój argument, że procesy właśnie idealnie wpisują się w wolność i kreatywność, nadal dla wielu brzmi kontrowersyjnie.

    Zatem, dzisiaj spróbuję podejść do tematu od drugiej strony, i zamiast mówić czym są procesy, opowiem wam czym one nie są.

    Procesy nie są przykazaniami.

    to, że mamy zapisane schematy działania, nie oznacza, że są to schematy święte i nie można nic z nimi robić. Tak jak wersja windowsa, procesy też się dezaktualizują. Pojawiają się nowe okoliczności, nowe zespoły i nowe potrzeby. Wtedy, zamiast robić rzeczy na siłę, trzeba się zatrzymać i zastanowić czy dany schemat nam służy, a jeśli okaże się, że nie – trzeba ten schemat zmienić.

    Procesy to nie obostrzenie/kajdany/klatka

    Nie wszędzie potrzeba nam kreatywności. Są rzeczy które możemy i powinniśmy zautomatyzować, tak, aby nie odkrywać ameryki na nowo za każdym razem kiedy siadamy do zadania które musimy wykonywać regularnie ale w dużych odstępach czasu. Albo zadania, które wiąże się z wieloma krokami lub konkretną kolejnością działań. Pozostawmy kreatywność tam, gdzie jej naprawdę potrzebujemy

    Procesy to nic nowego

    Nasze umysły od zawsze posługują się schematami. Od której strony zaczynasz mycie zębów? Na którym palniku stawiasz patelnię do jajecznicy? Ile razy zdarzyło ci się nie zwrócić uwagi czy zakluczyłaś drzwi przy wyjściu z domu? Tak, to wszystko są schematy działań, czyli po mojemu procesy. Nasze mózgi ich potrzebują, i chociaż w większości nie mamy ich rozpisanych na papierze, nie znaczy to że ich nie ma

    Procesy to nie przyjaciel mikro managementu

    przesadna kontrola nie wynika z procesów, a raczej z ich braku. Głównym źródłem zarządzania każdą sekundą czasu pracownika jest brak zaufania, i niepewność. A te rzeczy wynikają często z braku wiedzy. Jeśli nie wiemy co i jak ma być zrobione, nie możemy oczekiwać, że będzie to zrobione dobrze. Mając ustalone i przemyślane procesy, możemy zaufać sobie i innym, że wszystko działa tak jak powinno.

    Proces to nie wymówka do bierności

    Ale kiedy proces działa, możemy poświęcić nasze zasoby na to, co naprawde potrzebuje od nas rozwiązywania problemów. 

    Z procesami jest trochę tak, jak z piramidą Maslowa. Dopiero kiedy mamy zapewnione potrzeby niższego rzędu, jesteśmy w stanie skupić się na rozwoju osobistym i samorealizacji. Tak samo jest z organizacjami. Kiedy nie musimy co kwartał zastanawiać się, jak to było z tymi fakturami, możemy naprawdę skupić się na innowacjach i kreatywności.

    A może przychodzą ci do głowy jeszcze jakieś mity odnośnie procesów? Bardzo chętnie się z nimi zmierzę!